wtorek, 22 marca 2011

Dlaczego warto zarabiać na pożyczkach społecznościowych?

Dlaczego warto zarabiać na pożyczkach społecznościowych?

Autorem artykułu jest Marcin Samsel



Chcesz zarabiać nawet 26% rocznie? Takie możliwości daje ci inwestowanie w pożyczki społecznościowe. Na czym polega ta idea, gdzie można zainwestować - o tym w tym artykule.
Idea pożyczek społecznościowych (ang. social lending) powstała w 2005 r. Polega ona na skupieniu ludzi, którzy mają nadwyżki finansowe i chcą je zainwestować i ludzi, którzy chcą te pieniądze pożyczyć. Pożyczkobiorca lub pożyczkodawca określa na jakich warunkach zaciągnie lub udzieli pożyczki, a po podjęciu decyzji wszystkie formalności zawierane są za pośrednictwem serwisu. Sam serwis zarabia głównie dzięki pobieranym prowizjom. Pierwszą firmą, która zaoferowała tego typu usługi była brytyjska Zopa (Zone of Possible Agreement).

W Polsce pierwszy serwis social lending – Kokos – powstał na początku 2008 roku i to na nim się skupię. Patronat nad projektem objęła firma Blue Media, która jest znana m.in. z doładowań elektronicznych telefonów przedpłaconych przez Internet oraz systemów płatności on-line dla banków.

Żeby móc zaciągać pożyczki lub inwestować należy dokonać weryfikacji konta bankowego, która polega na przelaniu 5 zł na konto Kokosa. Następnie należy zgodzić się na sprawdzenie danych w InfoMonitorze i KRD. Możliwa jest też weryfikacja telefonu i weryfikacja naszego konta na Allegro, dzięki czemu po wystawieniu aukcji będą wyświetlane statystyki naszego konta. Aktualnie trwa promocja i Kokos nie pobiera prowizji.

Kokos.pl stawia na bezpieczeństwo – wnioskowana kwota pożyczki dzielona jest między kilku pożyczkodawców, tak by kwota jednorazowo udzielonej pożyczki między dwiema osobami nie była większa niż 500 złotych i nie mniejsza niż 50 złotych. Każda osoba ma rating, który zależy od terminowych spłat bądź zainwestowanej kwoty. Na każdej aukcji przedstawiany jest także stan finansowy pożyczkobiorcy, dzięki czemu możemy ocenić czy warto pożyczyć właśnie tej osobie. Ponadto pożyczkobiorca ma możliwość ubezpieczenia pożyczki. Kokos współpracuje także z firmą windykacyjną.

Tyle jeżeli chodzi o ogólne informacje, teraz to co najciekawsze, czyli co z tego ma inwestor.

Kokos uniemożliwia zawarcie między użytkownikami umów z oprocentowaniem przewyższającym dozwolone w polskim prawie odsetki czyli czterokrotności stopy lombardowej. Od 24 grudnia 2008 r. stopa zwrotu z inwestycji może zatem wynosić nawet 26% w skali rocznej.

Przedstawię to na przykładzie:

Pożyczkobiorca określił oprocentowanie na okres 6 miesięcy na 10% (czyli 20% w skali roku). Maksymalnie możemy zainwestować 500 zł i tyle właśnie postanowiliśmy włożyć. Oprocentowanie liczone jest od kapitału na okres kredytowania, a zatem razem po 6 miesiącach otrzymamy 550 zł, czyli brutto zarobimy 50 zł. Należy pamiętać o podatku Belki, który wynosi 19% od zysku – w naszym przypadku po zaokrągleniu 10 zł. Netto zysk wyniesie więc 40 zł.

Porównajmy to teraz do lokaty. Polbank oferuje sześciomiesięczną lokatę oprocentowaną na 6,5% w skali roku. Minimalna kwota to 500 zł, czyli tyle samo ile zainwestowalibyśmy w Kokosie. Po sześciu miesiącach dostajemy 516,47 zł. Również w tym przypadku musimy zapłacić podatek od zysku z oszczędności, który w tym wypadku wyniesie po zaokrągleniu 3 zł. Netto zarobimy zatem 13,47 zł.

Inwestując w Kokosie zarobimy w tym wypadku aż 26,53 zł więcej, prawie trzykrotność tego, co na lokacie! Pamiętajmy także, że pożyczając pieniądze co miesiąc dostajemy ratę, którą znów możemy zainwestować.

Podsumowując, pożyczki społecznościowe to bardzo dobry sposób na dywersyfikację portfela. Przy uważnym ocenianiu pożyczkobiorcy ponoszone przez nas ryzyko nie będzie duże, a potencjalne zyski bardzo atrakcyjne.

Zarejestrować można się pod poniższym linkiem:
http://www.rentier-blog.pl/redirect/kokos
---

Marcin Samsel jest blogerem i e-biznesmenem. Autor prowadzi bloga o niezależności finansowej, e-biznesie i niekonwencjonalnym stylu życia.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Czy da się przewidzieć upadłość firmy?

Czy da się przewidzieć upadłość firmy ?

Autorem artykułu jest Rafał Możdżeń



Wczesna diagnoza spółki akcyjnej w którą inwestujemy na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie czy też kontrahenta z którym prowadzimy interesy może ustrzec nas przez stratą aktywów, kapitału lub po prostu czasu i nerw.
Wstęp

Czy możliwe jest w ogóle przewidzenie upadłości firmy ? Oczywiście tak aczkolwiek nie ma metody gwarantującej 100% skuteczność. Istnieje wiele sposobów i jedną z nich jest wykorzystanie ogólnie dostępnych danych. Takim danymi są sprawozdania finansowe. W przypadku spółek giełdowych sprawozdania są regularnie publikowane. W pozostałych przypadkach firmy zobowiązane są do złożenia sprawozdań do sądu rejestrowego. Można więc przejść się do niego i spisać interesujące nas dane. Oczywiście jest wiele metod przewidywania upadłości a jedną z nich jest wskaźnik Altmana.

Dlaczego firmy upadają ?

Co powoduje upadłość firmy ? Ogólnie lista powodów jest bardzo długa i z reguły idą ze sobą w parze. Rzadko bowiem zdarza się by jeden czynnik spowodował upadek firmy chociaż jest to możliwe. Zbierzmy więc listę najpowszechniejszych czynników.

1. Niekompetentne zarządzanie
2. Brak kontroli lub nieprawidłowa kontrola nad finansami:
- Słaba kontrola wewnętrzna
- Brak dyscypliny
- Brak narzędzi wspomagających podejmowanie decyzji
3. Nieprawidłowa polityka i gospodarka finansowa:
- Nadmierne inwestycje lub brak inwestycji
- Nadmierne koszty
- Ujemne przepływy pieniężne
- Struktura finansowania firmy
- Zarządzanie kapitałem obrotowym
4. Słaba polityka marketingowa i sprzedażowa
5. Nieodpowiednia skala działalności firmy
6. Brak innowacyjności / usprawnień
7. Skomplikowane przepisy w tym fiskalne
8. Silna konkurencja na rynku
9. Gwałtowny spadek popytu
10. Biurokracja

Moim zdaniem jest pierwszy z czynników czyli niekompetentne zarządzanie jest najważniejszym. Jeśli bowiem firma ma sprawnych, świadomych, wykształconych, przewidujących menedżerów, to nie powinni oni dopuścić albo przynajmniej powinni znacznie zminimalizować ryzyko wystąpienia pozostałych czynników. Pod pojęciem zarządzania mam także na myśli bałagan organizacyjny, kumoterstwo, brak polityki zatrudnienia i rozwoju kadr itd. Kluczowa jest tutaj postawa prezesa zarządu, ponieważ to on dobiera sobie z reguły współpracowników oraz kreuje kulturę organizacji. Zatem dobór właściwych osób do kierowania firmą jest podstawą sukcesu.

Wskaźnik Altmana

Wskaźnik Altmana znany także jako wskaźnik Z (Z-score) został zaprezentowany w 1968 r. przez prof. Edwarda I. Altmana na podstawie analiz danych spółek giełdowych. Zanalizował on 66 spółek amerykańskich w tym 33 upadłych. Badania zostały powtórzone w 1977 r. na próbce 177 firm w tym 56 upadłych. Altman skupił się na firmach produkcyjnych z sumą aktywów większych niż 1 milion USD. Na podstawie ponownych badań wskaźnik został zweryfikowany dzięki czemu powstały dwa dodatkowe wzory (model A i model B).

Czy można bazował na tym wskaźniku ? Czy jest on niezawodny ?

O tym w dalszym ciągu publikacji, którą można darmowo pobrać po zapisaniu się na gratisowy newsletter Sprawozdań Finansowych:
http://sprawozdaniafinansowe.googlepages.com/altman
---

E-Biznes możesz zacząć i Ty ! Blog e-biznesowy Dobre książki


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak zostać rentierem?

Jak zostać rentierem?

Autorem artykułu jest Paweł



W dzisiejszym artykule chciałbym pokazać Ci, że możliwe jest osiągnięcie stanu rentierstwa. Nawet jeśli niewiele zarabiasz, możesz tak pokierować swoją sytuacją finansową, żeby w wieku przedemerytalnym zrezygnować z pracy i utrzymywać się z odsetek.
W dzisiejszym artykule chciałbym pokazać Ci, że możliwe jest osiągnięcie stanu rentierstwa. Nawet jeśli niewiele zarabiasz, możesz tak pokierować swoją sytuacją finansową, żeby w wieku przedemerytalnym zrezygnować z pracy i utrzymywać się z odsetek.

Daleki jestem od obiecywania niestworzonych rzeczy, dlatego w swoich obliczeniach przyjmuję 3% roczną stopę procentową - według której obliczana będzie wielkość odsetek od Twoich oszczędności. Zdaję sobie również sprawę z tego, że z roku na rok inflacja zmniejsza siłę nabywczą naszych pieniędzy, dlatego roczna stopa procentowa w moich obliczeniach oznacza premię ponad aktualną roczną stopą inflacji. Oznacza to że w przypadku, gdy inflacja będzie wynosiła 2%, zakładam że zainwestujesz pieniądze na 5% w skali roku. Gdyby inflacja wyniosła 4% musisz zainwestować na 7% w skali roku. Uwzględniam też stały podatek Belki w wysokości 19%.

Moje obliczenia pokazują jak działa mechanizm procentu składanego i jaka siła w tym drzemie.

Masz 26 lat. Palisz codziennie dwie paczki papierosów. Kosztuje Cię to 20 zł na dzień. Postanawiasz rzucić nałóg i zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na emeryturę. Jak wyglądają Twoje finanse? Zakładam kapitalizację miesięczną odsetek. Po pierwszym miesiącu masz zaoszczędzone 601,57 zł. Po pierwszym roku masz na koncie 7423,8 zł. Po 10 latach masz na koncie 100 911,28. Po 20 latach 287 727,85 zł. Po 30 latach 608 622,12 zł. Masz 56 lat i rentę z tytułu odsetek w wysokości 102,69 zł dziennie. Miesięcznie daje to 3080,7 zł dodatkowej emerytury.

Obliczenia te wykonałem na podstawie arkusza kalkulacyjnego "Proste zestawienie finansowe”, który otrzymacie za darmo w piątej lekcji kursu osiągania niezależności finansowej. Wystarczy zapisać się na darmowy kurs osiągania dostępny na mojej stronie.

Mam nadzieję że zachęciłem was do oszczędzania. Albo chociaż do rzucenia palenia

Pozdrawiam

Paweł Dobrzyński
www.teoria-inwestowania.pl

---

www.teoria-inwestowania.pl - pomnażanie i inwestowanie pieniędzy w praktyce..


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Stadne zachowania i urodzaj fałszywych proroków

Stadne zachowania i urodzaj fałszywych proroków

Autorem artykułu jest Bartosz Stawiarski



Każdy tłumny ruch w kierunku jednej kategorii inwestycji jest odwiecznym sygnałem schyłku opłacalności tychże inwestycji. Tłumacząc to na realia rynków finansowych: widząc takie stadne, euforią podszyte zachowania można mieć pewność nadchodzącego końca dotychczasowego trendu.
Każdy tłumny ruch w kierunku jednej kategorii inwestycji jest odwiecznym sygnałem schyłku opłacalności tychże inwestycji. Tłumacząc to na realia rynków finansowych: widząc takie stadne, euforią podszyte zachowania można mieć pewność nadchodzącego końca dotychczasowego trendu. Ogromna liczba inwestorów którzy ulegli zbiorowej modzie ujawnia się zwłaszcza po przeminięciu hossy, gdy miejsce obiecanych zysków zajmują rosnące straty. Rozmiar porażki byłby mniejszy, gdyby nie bezkrytyczne słuchanie rad fałszywych proroków rynkowych.

Od strony psychologicznej mania tulipanowa z XVII w. niczym się nie różni od manii dotcomów kończącej XX w. Odmienne są jedynie czasy i obiekty inwestycyjnego uwielbienia, natomiast schemat stadnych zachowań pozostaje uniwersalny. Dlatego właśnie podczas korowodu wszelakich cykli gospodarczych wielkie zyski są udziałem mniejszości, która bez rozgłosu korzysta na chciwości i naiwności większości. Te właśnie dwie wady: chciwość i naiwność mogą być w takich sytuacjach przekute w asy w rękawie wąskiej grupki wspomnianych kreatorów nastrojów zbiorowości.

Przez ostatnie kilkanaście lat do rangi takowych kreatorów, ocierających się o wyrocznie, urośli przedstawiciele czołowych banków inwestycyjnych, agencji ratingowych, tudzież co bardziej eksponowani eksperci. Są świetnie obeznani z psychologią tłumu i można postawić dużą sumę pieniędzy, że oni sami szykują się do dokonania inwestycji w kierunku odwrotnym do lansowanego. Są to właśnie działania obliczone na wywołanie efektu skali i to nieprzypadkowo właśnie u schyłku trendów, do których te opinie się odnoszą. Zysk wpadający do portfeli piewców trwania kończącego się trendu jest tyleż czysty pod względem ponoszonego (minimalnego) ryzyka, co brudny pod względem standardów etycznych.

Na naszym krajowym podwórku, by nie rzec: piaskownicy, również znaleźć można kilku takich specjalistów od kreowania nastrojów mas. Reprezentują oni ważne i aktywne na rynku instytucje, nie wyłączając tych zagranicznych, ostatnio podejrzanie hiperaktywnych. Co jakiś czas podmioty te mają wiele do powiedzenia, niezmiennie w okolicach punktów zwrotnych. Najnowsza historia obfituje w takie przykłady medialnego nagłaśniania i tworzenia niezdrowego szumu.

Przypomnijmy po dwa epizody z hossy i bessy. Nagonka na kupno nieruchomości po cenach oderwanych od fundamentów w połączeniu z manią spółek deweloperskich (2006/2007 r.); medialne kampanie TFI roztaczające wizje wielkich zysków (początek 2007). Epatowanie kryzysem i straszenie dalszymi spadkami giełd, podczas gdy kryzys ten trwa już drugi rok, a giełdy spadły o 50-70 proc. od szczytu (2008/09 r.). Wreszcie najnowsza histeria wokół słabości złotego i coraz głupsze poziomy docelowe dla kursu euro, dolara czy franka - tak jakby Polska notowała parametry gospodarcze Estonii czy Ukrainy.

Jak się okazuje, skuteczność tych prognoz czyni z ich autorów raczej antywskaźniki, ale wspomniana poczytność takiego generuje swoisty efekt dźwigni w postaci dodatkowego nasilenia tłumnych zachowań. Tłum może posłużyć jako zbiorowy dawca sumarycznie wielkiego kapitału. Niematerialna gra na emocjach podszyta jest jak najbardziej materialną grą o olbrzymie stawki. Mechanizm ten można przyrównać do piramidy, w której kilka ważnych źródeł opiniotwórczych wydaje prognozy, wciągając do gry tych, którzy zarażą manią swoje rodziny i znajomych. Te ostatnie (acz najliczniejsze) ogniwa gaszą światło pośród szalejącej kampanii we wszystkich mediach. Tymczasem trend się załamuje, kramik inwestycyjny zostaje zamknięty, a zwycięsko z tej batalii wychodzą ci nieliczni, którzy zachowali niezależne myślenie.

Nie ma nic złego, gdy prognozy czy rekomendacje od dłuższego czasu podążają z trendem, oddając z grubsza faktyczny stan rynku. Podnoszenie cen docelowych w trakcie hossy, obniżanie podczas bessy, korekty PKB, itp. - jest to w pełni uzasadnione. Poważne wątpliwości co do wiarygodności rodzą się w chwili, gdy rozpoczyna się festiwal licytacji wycen, a wśród opiniotwórczych prognostów, analityków, ekspertów, itp. panuje niemal jednomyślność.

Sygnał do ewakuacji z rynku jest tym mocniejszy, im więcej gromadzi się obiektywnych danych sugerujących koniec trendu. W okolicach długoterminowych szczytów i dołków fałszywi prorocy mają swoje pięć minut, za które zwykły tłum płaci największy rachunek. Okazja do zysków z tego tytułu zdarza się raz na kilka albo kilkanaście lat, zatem w takich chwilach nie ma miejsca na żadne sentymenty. Jest chłodna kalkulacja lub ewentualnie bezdenna głupota, jeśli takie rekomendacje faktycznie nie mają podbudowania w zakulisowych działaniach.

Dziś szczególnie niebezpiecznie igra się z wyrokowaniem losu złotego. Na razie padają poziomy 5 lub 5,5 zł za euro, niedługo może usłyszymy 7 albo 10. Trwa sianie paniki, a w kantorach waluty są w niedoborze. U schyłku ubr. szczególnie uaktywnił się jeden z amerykańskich banków inwestycyjnych, który najwyraźniej znalazł sobie nad Wisłą poletko do spekulacji (problem zapadających opcji walutowych chyba nieprzypadkowo zbiegł się w czasie).

W każdym przypadku po minięciu euforii wyceny wracają do długoterminowej równowagi. Przypomnijmy, że ropa naftowa też miała dojść do 250 czy 400 dolarów za baryłkę ledwie pół roku temu. Według licznych przedstawicieli funduszy inwestycyjnych polskie akcje były niezmiennie „atrakcyjne” nawet podczas monstrualnej bańki z 2007 r. Dlaczego dziś, po spadku giełdy o ponad 60 proc. ci sami eksperci zamilkli. Czyżby teraz z kolei było drogo?

Fałszywi prorocy pozostają bezkarni i dobrze zarabiają na uprawianym procederze. Dobrym przykładem są opływający w milionowe premie skompromitowani notable z upadających anglosaskich banków inwestycyjnych, którzy do spółki z agencjami ratingowymi dosłownie naganiali na instrumenty oparte o śmieciowe hipoteki. Obecnie są wielomiliardowe straty rozprzestrzenione na całe gospodarki.

Zachowanie dystansu pośród szumu i wstrzemięźliwa nieufność wobec wysypu rekomendacji w dobie zmiany trendu to remedium na potencjalne tarapaty. Racjonalna kalkulacja pozwala nie przespać dogodnego momentu ewakuacji, zwiększając szansę uniknięcia finansowej kontuzji, której leczenie trwa latami. Jeśli nie akceptujesz ceny 5 zł za bochenek chleba, to na tej samej zasadzie nie akceptuj przepłacania w innych sytuacjach, gdy w grze są dużo większe stawki. Analogicznie, nie daj się ogołocić z aktywów za ułamek ich godziwej wartości.
---

Bartosz Stawiarski Wealth Solutions - Produkty strukturyzowane


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

ING OFE dawniej Nationale Nederlanden

ING OFE dawniej Nationale Nederlanden

Autorem artykułu jest Jacek Malinowski



Może perspektywa 30 czy 40 lat do emerytury to jeszcze dość odległa dla większości Polaków przyszłość, ale to jest właśnie moment, kiedy trzeba o to zadbać.
Kilka słów o ING OFE dawniej OFE Nationale Nederlanden na tle pozostałych OFE. Ponad dziesięć lat temu (rok 1999) dokonano w Polsce reformy systemu emerytalnego – powstała ustawa o funduszach emerytalnych i akty jej towarzyszące. W 1999 roku powstały też podmioty zarządzające środkami przyszłych emerytów tzw. otwarte fundusze emerytalne, które mogą dysponować naszymi składkami i je inwestować.

Podmiotów takich powstało kilkadziesiąt, obecnie w wyniku połączeń i przejęć pozostało ich 14. Wynikiem tej reformy jest głównie to, że ZUS przestał być już monopolista w dziedzinie zbierania środków na emerytury… Słusznie stwierdzono, za przykładem innych państw o gospodarce wolnorynkowej, że instytucja taka jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych po prostu sobie nie radzi z zarządzaniem inwestycjami emerytalnymi i nie będzie w przyszłości wydolny w tym zakresie.

Postanowiono, więc dopuścić do tego rynku firmy prywatne. W nowym, a zarazem obecnym systemie emerytalnym jest miejsce zarówno dla ZUS-u jaki i otwartych funduszy emerytalnych, np. ING OFE dawniej OFE Nationale Nederlanden. OFE ING będzie dla nas tutaj przykładem funduszu emerytalnego, który pomimo swoich dużych rozmiarów bardzo dobrze radzi sobie z pomnażaniem środków emerytalnych. Aktualny system emerytalny został tak pomyślany, że każdy obywatel będzie posiadał swoje własne konto emerytalne. Cześć naszego wynagrodzenia a dokładniej 12,22% będzie wędrowało do wspomnianego już ZUS-u. Natomiast kolejne 7,3% do wybranego przez nas funduszu emerytalnego. Jest to tak zwany II filar i to właśnie fundusze w nim zgromadzone decydują o wysokości naszej przyszłej emerytury.

Otwarte Fundusze Emerytalne, w naszym przypadku ING OFE pomnażają ten kapitał. Dlatego tak ważne jest wybranie odpowiedniego, a najlepiej bardzo dobrego funduszu, który zagwarantuje nam spokojną starość i bezpieczeństwo finansowe na emeryturze.
---

Lexodes - ciekawe informacje


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl