piątek, 15 kwietnia 2011

Marzenia o własnym mieszkaniu w Krakowie

Marzenia o własnym mieszkaniu w Krakowie

Autorem artykułu jest Agnieszka Bartoszewska



Kilka słów na temat marzeń o posiadaniu własnego mieszkania Kraków czy nieruchomości w Krakowie.
Własne mieszkanie lub własny dom to marzenie większości ludzi. Praktycznie każdy z nas chciałby mieć swój własny dom, w którym można czuć się swobodnie i bezpiecznie, w którym możemy robić wszystko na co mamy ochotę. Do spełnienia tego marzenia jednak daleka droga dla wielu osób, ponieważ w dzisiejszych czasach nieruchomości Kraków i w innych miastach w Polsce to obiekty, na które wydać trzeba naprawdę duże sumy pieniędzy. Koszta przeciętnej wielkości mieszkania to bardzo często grubo ponad 200 tysięcy złotych, czyli dużo więcej, niż przeciętny Polak może wydać w ciągu roku. Aby kupić sobie mieszkanie i spełnić swoje marzenie banki udostępniają swoim klientom oferty kredytów mieszkaniowych na dość atrakcyjnych warunkach, ale by kupić sobie dom Kraków należy zaciągnąć tak wysoki kredyt, że w pojedynkę z pewnością się go nie spłaci. Często nawet małżeństwa, gdzie obie osoby pracują, nie mogą sobie pozwolić na zaciągnięcie tak wysokiego kredytu na własne mieszkanie czy dom. Jednak o własnych czterech ścianach marzą wszyscy, ponieważ każdy z nas ma potrzebę stabilizacji, bezpieczeństwa i pewności w życiu, którą w pewnym stopniu i to dużym stopniu może zagwarantować posiadanie własnego mieszkania Kraków czy mieszkanka w innym mieście. Nigdzie nie jest tak dobrze, jak we własnym lokum, nawet jeśli byłoby ono malutkie i ciaśniutkie, ale najważniejsze że własne i że można w nim robić to, na co ma się ochotę. Mimo wielu trudności w realizacji swojego marzenia o mieszkaniu warto dążyć do jego realizacji, do czego wszystkich zachęcam.
---

Nieruchomości Kraków


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

FOREX - zdecydowanie NIE!

FOREX- zdecydowanie NIE!

Autorem artykułu jest Artur Olędzki



„Wszędzie dookoła czai się…” FOREX. Poniżej znajdziecie kilka pułapek, które czekają na spragnionych łatwego i prostego zysku liczonego w setkach procent rocznie. Pułapki takie czyhają nie tylko na początkujących inwestorów. Zawodowcy również, oprócz własnych słabości, często mają za przeciwnika nie tylko rynek, ale i też własnego brokera.

Coraz częściej i więcej się pisze o FOREX. Na rynku pojawiło się wiele publikacji na jego temat. FOREX ma być antidotum na spadającą giełdę, dowiemy się, że posiadamy nieograniczone możliwości inwestowania bez względu czy na rynku jest dobrze czy źle. Możemy zarabiać przez 24 godziny prawie 365 dni w roku. Dźwignie pozwalają na granie już od kilkuset złotych. Wystarczy komputer z Internetem. Pojawiają się takie terminy jak: bogactwo, miliony, nieograniczone możliwości. Nieograniczony strumień gotówki płynący do każdego, szybciej niż gdyby posiadał własną drukarnię pieniędzy. Owszem gdzieniegdzie pojawi się tekst, że 98% inwestorów, przez własną nieuwagę, straci całą zainwestowaną kwotę, jednak „Ty dzięki nam będziesz w tych wygrywających 5%”. Oczywiście wszystko jest za darmo. Za darmo jest platforma transakcyjna, za darmo są szkolenia (sam uczestniczyłem w takich), za darmo jest testowe konto, gdzie można bez problemu pograć na wirtualnej gotówce. Są konkursy gdzie gracze z 10 tys. wirtualnych złotych robią 5387% zysku, co daje kwotę 538 771.54 również wirtualnych złotych. Po prostu tylko rejestrować się, wpłacać te kilka setek i zarabiać. Dla niejednego z Was zysk wysokości 300% byłby całkowicie satysfakcjonujący. Jednak ja mówię STOP. Pamiętacie 98% inwestujących realnie traci, mimo stosowania systemów, mimo dobrej wiedzy na temat zarządzania ryzykiem. W takim razie, dlaczego tak się dzieje? Niestety każdy grający ma przeciwko sobie nie tylko rynek nazywany FOREX. Nie tylko własne słabości i lęki. Ma przeciwko sobie również brokera, tego samego, od którego dostał za darmo platformę do transakcji, który go przeszkolił z analizy technicznej i fundamentalnej również za darmo, za darmo powiedział mu o podstawach zarządzaniu ryzykiem.

Wszystko się zaczyna w momencie zainwestowania prawdziwej gotówki. Wtedy kończy się „rumakowanie”, broker musi zacząć zarabiać. Za te darmowe szkolenia, platformę informatyczną ktoś musiał zapłacić, ta inwestycja musi się zwrócić. Broker nie zarabia tylko na spreadzie. Często stosowane są również inne metody. Zaczyna się niewinnie od zaakceptowania regulaminu wybranej platformy elektronicznej. Czym są elektroniczne platformy? Technicznie rzecz biorąc jest to program komputerowy pozwalający na przekazywanie zleceń do brokera działającego na rynku FOREX. Jest on połączony z rachunkiem pieniężnym. Wszystkie środki, jakie wpłacamy na taki rachunek stanowią tzw. free margin, czyli możemy je użyć do nabycia dostępnych na danej platformie walut i instrumentów finansowych. Kiedy dokonamy dowolnego zakupu część środków zostanie zablokowana jako depozyt zabezpieczający pod taką transakcję. Jeśli dokonujemy zakupu za posiadane środki, to depozyt będzie wynosił dokładnie tyle, co wartość instrumentu w chwili zakupu. Możliwe jest jednak również zastosowanie tzw. dźwigni (lewaru), czyli uzyskanie pożyczki od brokera, co powoduje, że wartość naszego depozytu stanowi tylko pewną część wartości transakcji.

Pojedynczy zwykły inwestor detaliczny nie dałby rady uczestniczyć bezpośrednio na rynku, obraca zbyt małymi kwotami, dlatego potrzebny jest mu pośrednik. Jednak gdyby broker był tylko pośrednikiem wszystko byłoby ok. Mało, który gracz wie, że często kontrahentem po drugiej stronie kabla internetowego jest właśnie...jego własny broker. Dzieje się to tak: broker "zbiera" wszystkie transakcje, kompensuje je w ramach swojej platformy. Jeżeli wszystko ładnie pasuje, łączy kupujących ze sprzedającymi, w tym momencie transakcja nawet nie dotyka prawdziwego rynku FOREX. W tym właśnie momencie może się stać także Twoim kontrahentem, jeżeli chcesz wykonać jakieś nieduże zlecenie, broker odkupuje lub Ci sprzedaje walutę. Z tego, co zostało dokonuje transakcji już na "dużym" rynku, gdzie jest klientem tak samo wystawionym na jakieś ryzyko, jak każdy inny. Wszystko to w pewnych sytuacjach może doprowadzić, kiedy zysk klienta jest stratą brokera. Mamy, więc pierwszy konflikt interesów. Również to nasz kochany broker tak naprawdę wystawia cenę, wcale to nie musi być efekt gry sił popytu i podaży. Broker może, więc zarabiać na różnicy między ceną, jaką wskazuje na swojej platformie a ceną, którą sam jest w stanie uzyskać na "prawdziwym" rynku. Gdy zainstalujecie sobie kilka różnych platform demo, możecie łatwo zauważyć, że na każdej z nich będą różne ceny, dokładnie w tym samym czasie.

Ponieważ to broker kontroluje platformę mogą się zdarzyć ( i się zdarzają) inne nadużycia. Platforma potrafi się "zawiesić”, jeżeli zaistniałaby ryzyko, że to klient może zarobić kosztem brokera. Oczywiście, że każdy broker będzie się bronił, twierdząc, że czegoś takiego nie robi. Jednak w każdej umowie jest napisane, że za "błędy w transmisji danych" broker nie odpowiada.
Jeżeli już uda nam się zlecić jakąś transakcję i jest ona zrealizowana, chcemy ją zgodnie z zasadami zarządzania ryzykiem zabezpieczyć, do tego służą stop loss'y. Są one zautomatyzowane, jeżeli nasza transakcja traci powyżej ustalonej przez nas kwoty jest automatycznie zamykana, tym samym nasze straty są ograniczane. Nie ma żadnej pewności, że broker nie będzie korzystał z władzy, jaką mu daje JEGO platforma. Bez problemu może przecież sprawdzić gdzie jest ustawione większość stop loss. Jak wspominałem, to broker tak naprawdę dyktuje ceny, wystarczy krótkotrwałe wahnięcie cen, a wszystkie stop loss się uruchamiają i wszystkie niewygodne dla brokera pozycje są automatyczne zamykane.

Następna sprawa to "bad ticki”, Co to takiego? Internet nie jest doskonały i może się zdarzyć, że w momencie przesyłania danych, transmitowanych przez platformę klient uzyskuje możliwość zawarcia transakcji po cenie sprzecznej z racjonalnym rachunkiem ekonomicznym brokera. Brokerzy w umowach zastrzegają sobie możliwość zablokowania takiego błędu, poprzez cofnięcie takiej transakcji. Pojawia się problem z dokładną definicją "bad ticka" Praktycznie termin ten może być dowolnie interpretowany przez brokera, jeżeli brokerowi jakieś zlecenie nie odpowiada po prostu je cofa. My jako klienci nie mamy oczywiście takiej możliwości, chociaż po naszej stronie takie błędy też mogą występować.

Dalej. Skalpowanie. Metoda polegająca na szybkim zamykaniu zyskownych pozycji. Zawieramy jakąś transakcję, w momencie pojawienia się kilka pipsów zysku błyskawicznie ją zamykamy. Co w tym złego? Przy dużej dźwigni można naprawdę sporo zarobić, jednak dla przypomnienia dodam, że w tym momencie obracamy pieniędzmi, które nam tak naprawdę kredytuje broker. Na tej taktyce traci jednak broker, który nie jest w stanie zabezpieczyć na prawdziwym rynku transakcji, jakie dokonuje z nim szybko skalpujący klient. Dlatego też takiego klienta może czekać niespodzianka. Broker specjalnie spowalnia jego transakcje, np.za każdym razem ręcznie potwierdzając każdą operację. Kolejny klasyczny przykład nadużywania kontroli nad platformami elektronicznym.

Żeby Cię złapać w swoje sieci, broker musi Ci pokazać, że istnieje możliwość szybkiego i łatwego zarobku. Tak jak pisałem wyżej, organizuje w tym celu bezpłatne szkolenie czy udostępnia tak zwane dema. Gra się na nich wirtualnymi jednostkami rozliczeniowymi. Wszystko: ceny, spready, pary walut czy surowce mają wyglądać dokładnie tak samo jak w rzeczywistym handlu. (Osobiście na takich demach "zarobiłem" prawie 360% w ciągu tygodnia). Podobno fakt, iż na demach się "zarabia" dużo prościej i łatwiej ma związek z odmienną sytuacją psychologiczną inwestora pomiędzy rzeczywistym rynkiem, a tym wirtualnym. Na różnych forach internetowych bardzo łatwo znajdziecie ludzi, którzy dziwią się, że w demo nie było tak częstych rekwotowań czyli poprawek ceny za jaką chcielibyśmy wykonać jakieś zlecenie. W demo spread zazwyczaj jest cały czas taki sam, w rzeczywistości broker, przed ważnymi danymi makroekonomicznymi potrafi go znacząco podnieść. W demo nie występuje konflikt interesów, a brokerowi wręcz zależy na pokazaniu potencjalnemu klientowi, jak łatwo i prosto można zarobić. Wiele dziwnych sytuacji pojawia się nawet na konkursach, również na ten temat można sporo poczytać na forach, o znikających czy anulowanych zleceniach. Mimo to, takie konkursy polecam. Pod warunkiem, że pamiętamy, o fakcie, że nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością. Zawsze może się udać wygrać jakiegoś laptopa. Na konkursach gram zawsze maksymalną ilością dostępnych środków, i albo odpadam natychmiast, albo w ciągu dnia czy nocy mam 30% "zysku". Podkreślam, konkurs nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Następne grzeszki brokerów to: brak tak naprawdę potwierdzenia wszystkich naszych operacji, w kryzysowych sytuacjach sąd może uznać jedynie dokument podpisany przez osobę faktycznie wpisaną do rejestru handlowego. Najczęściej jest to dyrektor czy członek zarządu. Podpis pracownika obsługi klienta, o ile nie ma specjalnych pełnomocnictw nic nie znaczy. Jedyny wyjątek stanowią brokerzy będący bankami, którzy sald nie muszą podpisywać, albowiem
oświadczenia woli związane z dokonywaniem czynności bankowych mogą być składane w postaci elektronicznej.
Dalej trzeba uważać na to gdzie mieści się siedziba brokera, ciężko nam by było cokolwiek wyegzekwować np. na drodze sądowej w Belize. Klauzula poddająca spory jurysdykcji zagranicznego arbitrażu np. USA czy Walii jakoś też mi się nie widzi.

Następna pułapka to dźwignia. Fajnie jest operować dzięki niej tysiącami złotych nie mając przy sobie prawie nic. Wszystko Ok, jeżeli wygrywamy na transakcjach. Może się jednak zdarzyć, że broker "nie zdąży" zamknąć naszej bardzo stratnej pozycji. Przy naszym depozycie pojawi się minus z przodu, wtedy trzeba najnormalniej te pieniądze oddać. Dalej pojawiają się problemy nie wypłacalności brokera, mogą się pojawić też inne nadużycia, ale to już w innym artykule.

Zawodowy trader potrafi zarobić kilkadziesiąt procent rocznie. Jest ich niewielu na świecie. Oczywiście Drogi Czytelniku możesz się stać jednym z nich. Bardzo Ci tego życzę. Na początku swojej drogi do bogactwa, pamiętaj jednak, o tych kilku małych przeszkodach, jakie stoją Ci na drodze.


BIBLIOGRAFIA
Nogacki Robert, KASYNO ZAWSZE WYGRYWA, Kilka mało znanych prawd na temat inwestycji na rynku Forex, Warszawa, 2007, Copryrights by Portal Skarbiec.Biz;

oraz
Dicks James, Forex dla początkujących. Pierwsze kroki na rynku walutowym;
Kozak Jerzy,Forex – podstawy;
Surdel Piotr, Forex - Analiza techniczna;
Surdel Piotr, Forex - Podstawy Giełdy Walutowej;
Surdel Piotr, Forex - Strategie i systemy transakcyjne;

---

forex, waluty, inwestowanie, praktyczny uniwersytet życia, artur olędzki,


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Najlepsze hotele Dubaju w City of Arabia

Najlepsze hotele Dubaju w City of Arabia

Autorem artykułu jest Marcin Nowak



Największe sieci hotelowe dążą do zdobycia kontraktu na zarządzanie mega inwestycją, 500 pokojowym pięcio gwiazdkowym hotelem, który będzie wybudowany w “City of Arabia” w Dubaju

Za ponad 5 miliardów dolarów wyłania się w Dubaju nowa zapierająca dech w piersiach dzielnica tematyczna - City of Arabia” . Dzięki pełnej infrastrukturze przeistoczy się ona w atrakcyjną dzielnice miejską tworząca nowy styl życia.


Wiele wiodących sieci hotelowych walczy o to by uzyskać szanse na postawienie logo swojej marki na szczycie luksusowego hotelu zlokalizowanego na “Mall of Arabia” jednym z największych centrów handlowych świata, będącego również głównym elementem spektakularnych 5 miliardowych inwestycji wyłożonych w budowę „City of Arabia”

Właściciele City of Arabia, Ilyas & Mustafa Galadari Group, nie wykazują zbytniego pośpiechu w podpisaniu pierwszych umów. Odwołując się do bogatego rodzinnego doświadczenie w branży turystycznej, chcą wybrać taką firmę zarządzającą, która zapewni im realizacje wszystkich ambicji związanych z tą inwestycją.

Rodzina Galadari, która robi interesy w Dubaju od ponad 50 lat, swój pierwszy pięciogwiazdkowy hotel „Intercontinental” otworzyła w sąsiedztwie zatoki w roku 1975. Niedługo później stworzyła tam również Hyatt Regency hotel, który na mapie turystycznych inwestycji Dubaju stanowi punkt zwrotny wyznaczający kierunki rozwoju miasta.

“Większość przedstawicieli dużych sieci hotelowych świata skontaktowało się z nami, ponieważ oni wiedzą że City of Arabia stanowi bardzo atrakcyjną lokalizację dla pięciogwiazdkowego hotelu” powiedział Ilyas Galadari, Prezes Ilyas & Mustafa Galadari Group. Naszym priorytetem jest to aby wybrać firmę, która urzeczywistni naszą wizję stworzenia hotelu wraz z serwisem, któryego jakość zasługiwałaby na miano pięciu gwiazdek.”

Konkurencja na rynku hotelowym w Dubaju zaczyna być coraz silniejsza i aby utrzymać wysoką pozycje trzeba stale podnosić standardy obsługi w taki sposób, aby zwrócić uwagę gości, wyróżnić się i zbudować najlepsze relacje z odwiedzającymi przyzwyczajając ich do ponadstandardowo wysokiej jakości.

MNO Dubai24.pl
---

Dubai24.pl - Dubai24.pl jest portalem biznesowym o inwestycjach, rynku pracy i biznesie na Bliskim Wschodzie.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

City of Arabia – miejsce do życia!

City of Arabia – miejsce do życia!

Autorem artykułu jest Marcin Nowak



Za ponad 5 miliardów dolarów wyłania się w Dubaju nowa zapierająca dech w piersiach inwestycja deweloperska.

Za ponad 5 miliardów dolarów wyłania się w Dubaju nowa zapierająca dech w piersiach tematyczna “Wioska- City of Arabia” dzięki pełnej infrastrukturze przeistoczy się ona w atrakcyjną dzielnice miejską tworząca nowy styl życia jej przyszłych mieszkańców

Kolejnym z elementów charakterystycznych City of Arabia obok „Mall of Arabia” będą „Elite Towers” grupa 34 robiących wrażenie budynków komercyjnych i mieszkalnych. „Wadi Walk” zlokalizowana nad samą wodą dzielnica ze stylowymi apartamentami, kawiarniami pod odkrytym niebem, atrakcyjnymi sklepami oraz budowany za 300 milionów dolarów „Restless Planet” parkiem tematycznym o naukach biologicznych, powstawaniu ziemi oraz planetarium.Leżąc przy wjeździe do Dubaju na powierzchni 186 hektarów obok tzw. Emirates Road(po arabsku شارع ﺇ ٣١١) drogi przecinającej całe Emiraty,



tworzy atrakcyjny obszar pod inwestycje w nieruchomości, infrastruktury biznesowej. Ponadto strefa będzie oferowała bogatą infrastrukturę mieszkalną mieszkalnej ze wszystkimi możliwymi udogodnieniami i atrakcjami dla mieszkańców i pracowników firm zlokalizowanych na jej obszarze.



W jej skład wejdą biura komercyjne i administracji lokalnej, szkoły szpitale apartamenty , sklepy galerie, restauracje muzea, centra sportowe oraz unikalne atrakcje regionalne. Otwarcie strefy rozpocznie się od końca 2010 roku. Docelowo będzie tam miejsce dla ponad 32 000 mieszkańców.
Główny inwestor, Mustafa Galadari, Vice Prezes i Dyrektor Zarządzający Ilyas & Mustafa Galadari Group powiedział: “To nie jest możliwe aby w kilku słowach opisać cały projekt, ale dosłownie w kilku słowach można opisać to miejsce jako: niewiarygodne, baśniowe wręcz miejsce do życia, pracy, spędzana wolnego czasu, oddawania się zakupom, czerpania radości, odpoczynku, relaxu i wielu innych oczekiwanych przez ludzi sposobów realizacji planów życiowych”

Samowystarczalna społeczność mieszkająca na obszarze City of Arabia będzie miała zaoferowany spokój i komfort ciszę i czyste powietrze. Zminimalizowany do minimum ruch kołowy, nie będzie stanowił źródła hałasu i zanieczyszczeń powietrza. City of Arabia będzie miało swój własny system transportowy obsługiwany przez 5.1km trasę kolejki dla mieszkańców i odwiedzających linia będzie obsługiwana przez małe pociagi jeżdżące co 6 minut. Zapewni to komfort i poziom obsługi na najwyższym światowym poziomie. Lokalny system będzie połączony z wybranymi stacjami metra Dubaju i dzięki temu zintegrowany z szybko rozrastającą się metropolią.

System transportowy został zaprojektowany tak aby obsłużyć potrzeby transportowe całej lokalnej społeczności, gości i pracowników nawet w godzinach szczytu transportowego w trakcie którego na trasę będą wyjeżdżały dodatkowe składy wagonów.


Marcin Nowak
www.dubai24.pl
---

Dubai24.pl - Dubai24.pl jest portalem biznesowym o inwestycjach, rynku pracy i biznesie na Bliskim Wschodzie.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wspaniałe apartamenty... tylko na zdjęciach

Wspaniałe apartamenty...tylko na zdjęciach

Autorem artykułu jest Tobiasz Maliński



Czy warto ufać wspaniałym projektom nieruchomości w miejscowościach wypoczynkowych? Niektórym można, ale trzeba uważać na resztę...
Tegoroczne wakacje spędziłem nad polskim morzem. Podróżując to tu, to tam, miałem okazję obejrzenia niezliczonej ilości ogłoszeń i reklam apartamentów w różnych miejscowościach nadmorskich. Typowe ogłoszenie brzmiało: "Luksusowe apartamenty w miejscowości X z widokiem na morze". Do takiego ogłoszenia był dołączony model 3D apartamentowca, który w przyszłości ma powstać. Prawie wszystkie modele były naprawdę śliczne - luksusowy apartamentowiec otoczony świetnie zagospodarowaną okolicą, nic tylko kupować, ale...

Te luksusy w większości wyglądały przyzwoicie tylko na zdjęciach (rysunkach). Rzeczywistość jest z reguły diametralnie inna. Sam się zdziwiłem jak bardzo. Nie twierdzę, że wszystkie plany deweloperów wyglądają lepiej w fazie projektowej niż wykonawczej, ale przeważająca ich ilość niestety tak.

Jadąc samochodem z Pobierowa do Rewala, przejeżdżałem przez wioskę nadmorską - Trzęsacz. Przy głównej drodze obok już istniejącego hotelu rozpoczęła się budowa luksusowego apartamentowca. Samo miejsce budowy wyglądało niezbyt zachęcająco - nieruchomość miała powstać w obniżeniu terenu, na niezbyt dużym kawałku ziemi. Spojrzałem na zdjęcie przyszłego budynku, które z kolei wyglądało bardzo atrakcyjnie. Cóż, może taka nieruchomość rzeczywiście powstanie w tym miejscu, ale na razie się na to nie zanosi. Życzę powodzenia wykonawcy. Na tym jednak nie koniec. Z okien i balkonów apartamentów miał się roztaczać widok na morze. Rzeczywiście się roztaczał. Była również pobliska plaża oddalona o jakieś 50 metrów od nieruchomości....nie licząc wysokości urwiska. W praktyce, żeby dostać się na plażę trzeba byłoby przejść lub przejechać około 3 kilometrów!

Na inny ewenement natknąłem się w Świnoujściu. Tam co prawda już był wybudowany jeden z wielu nadmorskich apartamentowców, w którym naprawdę chciałoby się mieszkać. Plany dewelopera w tym przypadku nie były przesadzone. Natomiast okolica pozostawiała trochę do życzenia. Nieruchomość znajduje się pod lasem, więc nie ma w jej okolicy zbyt dużego ruchu. Jednak co z tego jeśli turyści przyjeżdżają nad morze po to by opalać się na plaży, a nie patrzeć na las. Zejście do plaży było oddalone o prawie 1 kilometr, do którego dojazd odbywał się drogą asfaltową, ale już bez chodnika.

Ciekawa nieruchomość wypoczynkowa powstaje również w Międzyzdrojach. Ma to być luksusowy apartamentowiec z widokiem na morze. Rzeczywiście widok jest, ale na zaśmieconą plażę i gruzowiska wokół nieruchomości. Do zakończenia budowy, większość z tych niedogodności powinna zniknąć, ale pozostała okolica jest dosłownie brudna. Wczasowicz będzie się czuł komfortowo wyłącznie na terenie nieruchomości, bo na pewno nie na plaży, na której leniwi plażowicze zakopują tony śmieci.

Moja rada jest następująca: nie warto w 100% ufać kolorowym obrazkom w nawet tak prestiżowych miesięcznikach biznesowych jak Forbes. Należy pamiętać, że widząc sam plan luksusowej nieruchomości, która nie zawsze jest aż tak luksusowa jak na modelu, umysł sam dobudowuje według własnego uznania wygląd okolicy. W rzeczywistości można się bardzo przejechać. Z tego powodu lepiej osobiście odwiedzić daną miejscowość, żeby upewnić się co do oczekiwań. Zaniedbując należytą staranność można wyrzucić pieniądze w błoto.
---

Jak zmaksymalizować HYIPowe zyski?


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl