poniedziałek, 11 lipca 2011

Mieszkanie za darmo i 400 tysięcy na koncie

Mieszkanie za darmo i 400 tysięcy na koncie

Autorem artykułu jest Krzysztof Rutkowski



Jak wykorzystać instrumenty finansowe aby "zarabiać na kredycie"
W dzisiejszym świecie prawie z każdej strony jesteśmy bombardowani reklamami o pożyczkach i kredytach. Czy to w TV czy w Internecie wszyscy chcą nas przekonać niską ratą, prostymi zasadami, szybką pożyczką.

Rozumiem, że niektórym biedniejszym rodzinom może brakować pieniędzy na bieżące potrzeby i czasem korzystają z tych pożyczek, tłumaczą to sobie tym, że raty są niskie. A przecież można inaczej. Wystarczy rozpoznać w kilka sekund czy to jest opłacalne.
Ja przy wszelkiego rodzaju pożyczkach czytam tylko 1 zdanie. Ty też powinieneś. Interesuje nas tylko takie zdanie: RRSO – Roczna Rzeczywista Stopa Oprocentowania wynosi – i tutaj jest liczba określająca % o ile więcej będziemy musieli oddać po roku. Jeśli takiej informacji nie ma to domagaj się jej gdyż pożyczkodawca jest do tego zobligowany zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim z dnia 20 lipca 2001 roku. Tutaj mała dygresja spójrz na reklamy Providenta (chyba najdroższy pożyczkodawca w kraju) i poszukaj tego zapisu – ja go nie uświadczyłem. Jednak na ich stronie jest kalkulator pożyczkowy, w którym wyliczyłem RRSO dla pożyczki rocznej i kwoty 1000 zł (z obsługą domową) wynosi 71,43 % - czyli po roku musisz oddać 714 zł więcej przy pożyczce 1000 zł - zgroza! I pomyśleć, że są ludzie którzy w ten sposób pożyczają pieniądze a wystarczyłoby się trochę zastanowić jakie ogromne to są koszta. W większości tzw. pożyczek „ekspresowych” ta stopa jest w granicach 20-25%. Pomyśl jeśli pożyczasz 3000 zł na 20%/rocznie płatne w 36 ratach to rata miesięczna wyniesie 111,5 zł co daje do spłaty 111,5*36 = 4014 zł czyli 1014 zł więcej niż pożyczałeś! Czyli 1/3 wartości pożyczki powierzyłeś bankowi. Po co tracić pieniądze? A czy nie możnaby najpierw przeanalizować czy jest to nam niezbędne do życia – przeważnie nie jest gdyż większość takich pożyczek idzie na „luksusy” typu nowy sprzęt RTV, wycieczka. Chociaż jest to mała skala pożyczki i krótki jej czas to widać jak „wysysa” z nas pieniądze.

Wg mnie jedyny sensowny powód brania kredytu to nieruchomości gdyż są to najtańsze pieniądze na rynku. Kredyty hipoteczne oprocentowane są w granicach 6% rocznie czyli znacznie mniej niż kredyt konsumpcyjny – pyzatym można na nim zarobić w pewnych okolicznościach. Oto przykład. Przypuśćmy, że pochodzisz z niewielkiego miasta i posiadasz zdolność kredytową na kwotę 150000 zł oraz 10000 zł gotówki. Za taką kwotę będzie ciebie stać aby kupić 2 pokojowe mieszkanie na rynku wtórnym. Jeśli stać ciebie aby spłacić taki kredyt w 15 lat to rata miesięczna przy oprocentowaniu 6% wynosiłaby 1266 zł/mies. A przy 30 latach spłaty rata wyniesie 900 zł/mies. Moja propozycja jest taka – skoro stać ciebie na wydatek 1266 zł/mies to lepiej jest i tak wybrać kredyt na 30 lat a różnicę zainwestować np. w fundusz akcji wpłacając co miesiąc po 1266-900= 366 zł. Zakładając stopę zwrotu na poziomie 12% rocznie (średni zysk z giełdy – opisywałem to w poprzednim artykule) te 366 zł miesięcznie przez 30 lat da 1279156 zł co po odjęciu podatku da na czysto 1023325 zł. Ktoś może powiedzieć, że za 30 lat ten milion nie będzie tyle wart co dzisiaj i będzie miał rację. Zakładając roczną inflację na poziomie 3% ten nasz milion za 30 lat będzie wart tyle ile dzisiaj ok. 400 tysięcy zł

Dzięki tej metodzie po 30 latach masz spłacony kredyt na mieszkanie oraz około 400 tysięcy zł na koncie. Jeśli chcesz poznać znacznie więcej metod finansowania zakupu nieruchomości z minimalnym, lub zerowym wkładem zapisz się na kurs inwestowania w nieruchomości.

Krzysztof Rutkowski
http://aktywa.blogspot.com
Artykuł możesz publikować, kopiować, umieszczać na własnej stronie www ale nie wolno zmieniać w nim treści ani linków!
---

Artykuł pochodzi z bloga
http://aktywa.blogspot.com
na którym piszę o inwestycjach i dochodzeniu do wolności finansowej


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Giełda dla każdego – nowy pomysł prezesa GPW.

Giełda dla każdego – nowy pomysł prezesa GPW.

Autorem artykułu jest Tomasz Bar



Ledwo przycichły echa odważnych wypowiedzi prezesa GPW pod adresem analityków i dziennikarzy finansowych, a już pojawiają się pomysły propagowania giełdy wśród Polaków.
Ledwo przycichły echa odważnych wypowiedzi prezesa GPW pod adresem analityków i dziennikarzy finansowych, a już pojawiają się pomysły propagowania giełdy wśród Polaków.

Przypomnę tylko, że analitycy narazili się prezesowi Sobolewskiemu swoimi wypowiedziami podczas styczniowych spadków na rynku akcji. Zarzucał im wieszczenie bessy i krachu na giełdzie. Po części wręcz obarczono ich winą za gwałtowne spadki kursów akcji. Powstał plan powołania specjalnej rady, która ma czuwać nad tym, co analitycy przekazują do mediów. Pomysł wzbudził dużo kontrowersji o wolność słowa w mediach.

Plan popularyzacji giełdy wśród Polaków ma pomóc w zdobyciu zaufania do rynku kapitałowego i poprawić niedobry klima,t jaki zapanował po ostatnich dużych spadkach na GPW.

Pytanie - czy plan ma szansę się powieść?
Dane na temat krajowych inwestorów pokazują, że może być bardzo ciężko.
Jak wynika z danych domów maklerskich Polacy posiadają zaledwie ok. 240 tys. aktywnych rachunków maklerskich. To 25% ogółu istniejących rachunków. Jak łatwo policzyć jest to promil dorosłych Polaków. Wiele rachunków maklerskich pozostaje martwych, gdyż zostało otwartych dla jednej dużej oferty publicznej. Takich jak prywatyzacja banku PKO BP z 2004 r. Tyle tylko, że od tamtej pory przypadki dużych prywatyzacji można policzyć na palcach jednej ręki.

Działania nieco pod prąd?
Podczas, gdy TFI zastanawiają się jak zachęcić Polaków do powrotu do tej formy inwestowania a banki walczą o klientów coraz wyższym oprocentowaniem, prezes giełdy proponuje masowe zakupy akcji. To bez wątpienia odważny krok. Akcje mają również coraz większą konkurencję w postaci produktów strukturyzowanych, które pozwalają zarabiać nawet podczas spadków na rynku akcji. Wartość aktywów zgromadzonych w lokatach strukturyzowanych sięga już kilkunastu miliardów złotych i rośnie.

Duże prywatyzacje sposobem na przełamanie niechęci Polaków wobec GPW.
Wydaje się, że prezes Ludwik Sobolewski właśnie dzięki dużym ofertom chce przyciągnąć rodaków do giełdy. Ostatnia duża prywatyzacja miała miejsce blisko 1,5 roku temu. Akcje dystrybutora prasy Ruch cieszyły się wówczas sporym wzięciem. Reaktywacja planów prywatyzacyjnych spółek Skarbu Państwa miałaby zapewnić giełdzie napływ nowych i przede wszystkim dużych ofert. Właśnie duże firmy mają szansę zwrócić uwagę szerokiego grona drobnych inwestorów. Pomimo rekordowej ilości debiutów w ostatnich dwóch latach, większość ze 120 debiutujących spółek, było spółkami o bardzo małej kapitalizacji. Tym samych ich debiuty przeszły bez większego echa i pozostawały w kwestii zainteresowania wąskiego grona inwestorów.

Czy Polacy zrażeni ostatnimi spadkami na rynku i stratami jakie ponieśli inwestując w funduszach inwestycyjnych ruszą do zakupów na GPW?
O tym czy tak będzie, a przede wszystkim czy nie będzie to jednorazowy zryw, przekonamy się już za kilka tygodni. Pierwsza duża spółka z portfela Ministerstwa Skarbu może się pojawić na parkiecie przed wakacjami.

Z planów GPW jakie dotarły do prasy wynika również, iż trwają prace nad programem edukacji z zakresu inwestowania na giełdzie. Lepiej późno niż wcale; każde działanie o charakterze edukacyjnym będzie mile widziane. Głód wiedzy jest ogromny, o czym świadczyło zachowanie drobnych inwestorów podczas ostatnich spadków. Brak wiedzy i poddawanie się emocjom mogą drogo kosztować. Owczy pęd zamiast chłodnej kalkulacji może wyrządzić więcej szkód, niż wynikałoby z rzeczywistej sytuacji panującej na rynku.
---

http://www.FinanseOsobiste.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Pułapki lokat terminowych

Pułapki lokat terminowych

Autorem artykułu jest Tomasz Bar



Ostatnie kilka miesięcy to prawdziwy wyścig banków po pieniądze klientów. Lokaty terminowe po okresie 2-3 lat pewnego zapomnienia wracają do łask.
Ostatnie kilka miesięcy to prawdziwy wyścig banków po pieniądze klientów. Lokaty terminowe po okresie 2-3 lat pewnego zapomnienia wracają do łask.

Dzieje się tak za sprawą kilku czynników:
- boomu na kredyty, który zmusza banki do zwiększania bazy depozytów, z których następnie udziela kredytów,
- podwyżek stóp procentowych dokonywanych przez Radę Polityki Pieniężnej, za którymi zmuszone są podążać banki, aby zatrzymać u siebie klientów i przyciągnąć nowych,
- obaw o koniunkturę na giełdzie, która wpływa na wycenę jednostek funduszy inwestycyjnych.
Jak w tym wszystkim odnajduje się klient? Wydawać się może, że banki zabiegają o względy klienta jak nigdy wcześniej. Prawda jest jednak nieco inna. Dziś wybranie lokaty terminowej okazuje się wyzwaniem. Jak sobie z tym radzić? O tym wszystkim poniżej.

10-15 lat temu lokata terminowa była prostym produktem. Wpłacało się określoną sumę na wcześniej ustalony okres np. rok, po czym otrzymywało się naliczone odsetki. Klient musiał się liczyć z utratą większości odsetek w przypadku zerwania lokaty przed terminem. Wszystko wydawało się jasne i klarowne. Minęły jednak lata, podczas których przybyło zarówno banków, jak i dynamicznie rozwinął się rynek produktów finansowych. Dla klientów przyzwyczajonych do lokat z połowy lat dziewięćdziesiątych wybór lokaty dziś oznacza bieg z przeszkodami, co przekładając na język bankowy oznacza odnalezienie się w gąszczu pułapek oznaczonych słynną małą gwiazdką (*). Ilość czynników, które mają wpływ na ostateczną atrakcyjność lokaty, rośnie z roku na rok. Niektóre banki idą tak daleko w swojej kreatywności, że ich ofertą zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego. Dlatego m.in. warto poznać podstawowe cechy lokat, ich ograniczenia, pułapki, aby nie być zdanym tylko na siebie i na wszechobecne reklamy przedstawiające dany produkt jako najlepszy.

Czytajmy warunki i regulamin lokaty, nim zdecydujemy się ją założyć. Mało kto zapewne przyzna się, że studiuje informacje na temat warunków lokaty. Warto to jednak robić. W dobie internetu jest to znacznie łatwiejsze, niż jeszcze 10 lat temu. Dziś informacje o produkcie można znaleźć nie tylko na stronie internetowej banku czy TFI, ale również na portalach finansowych czy w prasie. Ich lektura może dostarczyć wielu informacji co do rzeczywistej atrakcyjności produktu. Można spotkać różnego rodzaju rankingi i oceny sporządzane przez specjalistów.

O tym, że warto wczytać się w niuanse warunków lokaty, przekonali się niedawno klienci banku PKO BP przy okazji subskrypcji Max Lokaty. Reklamą lokaty zainteresowała się Komisja Nadzoru Finansowego. Okazało się bowiem, że lokata zawiera pułapki, które znacznie zmniejszają jej atrakcyjność.

Sprawdź punkty kluczowe przyszłej lokaty:
- czas trwania lokaty. W obecnej sytuacji korzystniejsze są lokaty 1 miesięczne, ewentualnie kwartalne. Zakładanie lokat na rok będzie atrakcyjne, gdy zakończy się cykl podwyżek stóp procentowych dokonywany przez Radę Polityki Pieniężnej. Zdaniem wielu analityków nastąpi to po osiągnięciu przez główną stopę procentową poziomu 6%. W połowie lutego b.r. było to 5,25%.
- wysokość oprocentowania. Najważniejsze co trzeba sprawdzić, to czy bank daje takie samo oprocentowanie bez względu na zdeponowaną kwotę, czy je różnicuje. Często bowiem spotkać można tzw. oprocentowanie progowe. Oznacza ono tyle, że np. dla kwoty 1000 zł – 3000 zł otrzymamy 4,25%, dla kwoty 3000 zł – 5000 zł – 4,75%, a dopiero dla kwoty powyżej 5000 zł – 5,25%. Taki sposób naliczania odsetek znacznie zmniejsza zyski z lokaty.

W związku z trwającym cyklem podwyżek stóp procentowych możemy też podjąć dość nietypową decyzję, a mianowicie zamiast na lokacie, oszczędności trzymać na koncie oszczędnościowym. Za takim rozwiązaniem przemawia fakt, że oprocentowanie na koncie niewiele ustępuje najwyżej oprocentowanym lokatom, a przy okazji zachowujemy dużą swobodę dostępu do oszczędności. Podwyżki stóp procentowych sprawiają, że obecnie założona lokata za pół roku może nie być już tak atrakcyjna. Poza tym jej zerwanie skutkuje zazwyczaj utratą części naliczonych odsetek.

Przykład lokaty, w której wyjątkowo wysokie oprocentowanie zaczyna się i kończy na materiałach reklamowych:

Lokata progresywna (dynamiczna) – zwykle reklamowana jako niezwykle wysoko oprocentowana. W rzeczywistości realne oprocentowanie lokaty wcale nie odbiega od oferty konkurencji, a nawet bywa niższe. Kluczem lokaty progresywnej jest oprocentowanie rosnące wraz z czasem jej trwania. W każdym kolejnym miesiącu jest nieco wyższe, aby na sam koniec osiągnąć poziom znacznie wyższy niż średnia rynkowa. Problem w tym, że uśredniając oprocentowanie takiej lokaty, otrzymamy dużo mniej, niż zapewnia nas reklama.

Przykładem takiej lokaty była wprowadzona w 2007 roku lokata progresywna Banku Millennium. Bank w reklamach podawał informację, że oprocentowanie lokaty sięga aż 10%. Zapomniał tylko dodać, że 10% jest naliczane w ostatnim, 12-tym miesiącu jej trwania, a wcześniej jest o ponad połowę niższe. Na plus lokaty progresywnej można zaliczyć sposób naliczania odsetek w przypadku zerwania lokaty. Dzięki przyjętej formie podziału lokaty na części, proporcjonalnie do okresu jej trwania, bank naliczy nam odsetki za okres, który minął. Np. zrywamy lokatę w piątym miesiącu jej trwania. Bank naliczy nam odsetki za 4 miesiące, według obowiązującej w tym okresie stopy procentowej.

Przykład lokaty, w której poza nobilitującą nazwą trudno doszukać się korzyści, biorąc pod uwagę dostępne usługi Private Banking, Asset Management.

Lokata rentierska – mało popularna i niezbyt atrakcyjna. Jej charakterystyczną cechą jest sposób naliczania odsetek. W odróżnieniu od klasycznych lokat, w których naliczone odsetki są kapitalizowane, czyli doliczane do kwoty lokaty w przypadku lokaty rentierskiej pozostają do dyspozycji klienta. Przykładowo klient zakłada roczną lokatę na 100 tys. zł oprocentowaną na 6% rocznie. Co miesiąc może otrzymywać odsetki, czyli 0,5% od kwoty 100 tys. zł (6%/12mcy), co da mu 500 zł odsetek do dyspozycji. Nie jest to wiele.

Lokata rentierska nie daje więc efektu procentu składanego, co jest istotnym atutem wszelkich form oszczędzania. Procent składany polega na dodawaniu już naliczonych odsetek do sumy lokaty i dalszym jego naliczaniu w kolejnych okresach.

Trudno wskazać dla kogo takie rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne. Wydaje się, że dla banku idealnym klientem do założenia lokaty rentierskiej jest klient z dużymi oszczędnościami rzędu 1 mln zł i więcej, a dodatkowo o bardzo konserwatywnym podejściu do oszczędzania i nieufny wobec nowinek. Taki klient chce mieć na koniec każdego miesiąca określoną kwotę do dyspozycji i jeśli ją otrzyma, więcej go nie interesuje. Pomimo, że konkurencja i rozwój usług finansowych dla zamożnych klientów oferuje rozwiązania pozwalające zarobić na tym samym kapitale 2-3 razy więcej.

Lokaty na 2-3 lata kuszą wyjątkowo wysokim oprocentowaniem
Podczas, gdy większość banków licytuje się na wysokość oprocentowania dając 4,5%, 5%, 5,5%, inne idą o krok dalej i dają nawet 7%. Tyle tylko, że na 2 lub 3 lata zamiast na rok. W dodatku ze stałą stopą procentową, co skutecznie zabezpiecza bank przed ewentualną podwyżką oprocentowania w odpowiedzi na podwyżki stóp procentowych dokonywane przez NBP.
Takie dwuletnie lokaty oferują np. Getin Bank i AIG Bank. Toyota Bank poszedł jeszcze dalej oferując lokatę na 6,35%, ale aż na 3 lata. Z całą pewnością do klientów przemawia wysokość oprocentowania. 7% wobec 4,5% czy 5% jakie oferują inne banki robi wrażenie.

Należy jednak zawsze pamiętać, iż jedną z ważniejszych kwestii obok samego oprocentowania jest dostępność do środków. Decydując się na lokatę 2-3 letnią mamy niejako związane ręce. Nie dość, że możemy stracić na tym, że w międzyczasie będą rosły stopy procentowe, a wraz z nimi oprocentowanie lokat u konkurencji, to w razie zerwania lokaty stracimy znaczną część odsetek.

Mam nadzieję, że powyższy tekst pomoże dokonać wyboru lokaty, ale przede wszystkim uniknąć wielu przykrych niespodzianek.
---

http://www.FinanseOsobiste.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Sztuka podpisywania umowy przedwstępnej

Sztuka podpisywania umowy przedwstępnej

Autorem artykułu jest Tobiasz Maliński



Ludzie boją się nieruchomości, dlatego wybierają papiery wartościowe, które są sterylne. Nieruchomości nie posiadają tak dużej płynności jak papiery wartościowe, ale są o wiele bardziej dochodowe. Być może wiele osób chętnie zajęłoby się nieruchomościami, ale brak im odpowiednich podstaw, przez brak których nieruchomości wzbudzają po prostu strach. Zupełnie nie potrzebnie, bo można się skutecznie zabezpieczyć przed różnymi czynnikami ryzyka.
Umowa przedwstępna jest nieodzownym dokumentem, który należy sporządzać, gdy w grę wchodzi kupno lub sprzedaż nieruchomości. Co prawda z podpisaniem umowy przedwstępnej wiążą się dodatkowe koszty notarialne, natomiast wielkość strat, które strony umowy mogą ponieść, jest w tym przypadku ograniczona.

Jeśli pierwszy raz spotykasz się z terminem umowy przedwstępnej, wyjaśnię Ci czym ona jest. Otóż, w umowie takiej, strony uczestniczące w transakcji zobowiązują się do realizacji warunków transakcji określonych w umowie przedwstępnej w wyznaczonym momencie w przyszłości. Innymi słowy, umowa przedwstępna nie powoduje faktycznego kupna/sprzedaży nieruchomości, stwarza natomiast pewien obowiązek w przyszłości. Obowiązkiem tym jest podpisanie umowy przyrzeczonej kupna/sprzedaży i dopiero ta umowa jest faktycznym przypieczętowaniem transakcji. Z jakiego powodu należy, zatem podpisywać umowę przedwstępną?

Sprawa jest jasna – w celu uzyskania kredytu bankowego. Wiadomo przecież, że jeśli nie dysponujemy wystarczającymi środkami na pokrycie zakupu nieruchomości, musimy udać się do banku w celu zaciągnięcia kredytu. Bank natomiast musi być pewny, że transakcja, którą będzie finansował dojdzie w przyszłości do skutku. Banki udzielają kredytów hipotecznych właśnie na podstawie umów przedwstępnych.

Umowę przedwstępną można tak naprawdę sporządzić na zwykłej kartce papieru, jednak jest to dalece ryzykowne posunięcie. W przypadku jakichkolwiek nieścisłości, umowa taka nie będzie posiadać wystarczającej mocy prawnej, aby chronić strony. Żeby mieć pewność, co do skuteczności i ważności dokumentu, należy taką umowę podpisywać w obecności notariusza. Należy pamiętać, że notariusz jest tylko osobą uprawnioną do potwierdzenia notarialnego takiej umowy, a nie do jej sporządzania czy redagowania. To od stron podpisujących umowę zależy co będzie ona zawierać.

W przypadku, gdy umowa przedwstępna zawiera uchybienia prawne lub zapisy niezgodne z prawem, strony zawsze mogą się odwołać do odpowiedniej instancji. Najtrudniejsze jest zabezpieczenie się przed wszystkimi możliwymi ewentualnościami, które mogą spotkać nabywcę nieruchomości. Jest to możliwe, ale wymaga dokładnego przeanalizowania sytuacji. Co, zatem powinno się znaleźć w umowie przedwstępnej?

Po pierwsze należy zwrócić uwagę na trzy kwestie. W pierwszej kolejności należy zbadać prawo własności nieruchomości. Bardzo wiele osób pozostaje we wspólnocie majątkowej z małżonkiem, dlatego w takim przypadku potrzebna jest zgoda obu małżonków na sfinalizowanie transakcji. Inną pułapką może być posiadanie takiego prawa przez krewnych lub rodzinę. Również i tutaj muszą oni wyrazić zgodę na kupno/sprzedaż nieruchomości. Trzecią kwestią jest własność w gruncie. Sprzedający powinien udostępnić do wglądu akt własności lokalu. Często okazuje się tak, że kupujący nabywa dom, a własność w gruncie pozostaje w rękach jakiegoś krewnego sprzedającego, co może wywołać w przyszłości niepotrzebne komplikacje.

Po zbadaniu omówionych kwestii można przejść do analizowania nieujawnionych zobowiązań (o ile istnieją). Punktem wyjścia powinna być księga wieczysta, ale tylko punktem wyjścia. Błędem jest opieranie się wyłącznie na informacjach w niej zawartych, gdyż niektóre informacje nie są wpisywane do księgi, a czasem mogą zostać wpisane w czasie między wydaniem wpisu z księgi, a zawarciem transakcji. Należy zażądać od sprzedającego oświadczenia, że nie toczy się żadna egzekucja z nieruchomości. Jeśli sprzedający jest osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą musi on oświadczyć, że nie zalega z podatkami oraz z należnościami wobec ZUS-u. W przypadku, gdy do nieruchomości przynależą dodatkowe pomieszczenia (piwnica, garaż, miejsce parkingowe), trzeba zażądać okazania tytułu do dysponowania tymi pomieszczeniami. Ponadto oświadczenia zbywcy nieruchomości powinny zawierać informacje o braku posiadania tytułów prawnych do nieruchomości przez osoby trzecie, tzn. braku osób zameldowanych w danej nieruchomości, a przebywających np. w zakładzie karnym, albo w szpitalu. Na koniec sprzedający powinien oświadczyć, że nie zalega z płatnościami czynszowymi oraz z należnościami wobec dostawców mediów. Warto też zaznaczyć w umowie przedwstępnej wyposażenie, które przechodzi na własność nabywcy. W treści dokumentu muszą znajdować się również zapisy mówiące o konsekwencjach niedotrzymania umowy przez jedną ze stron.

Sporządzenie doskonałej umowy przedwstępnej jest nie lada sztuką i wymaga pomocy specjalisty. Nikt jednak nie wyręczy Cię całkowicie ze sporządzenia takiej umowy. Nawet prawnik będzie chciał wiedzieć, co dokładnie ma się w tej umowie znajdować, czego Ty od takiej umowy oczekujesz. Jego zadanie sprowadza się do kontroli prawnej poprawności dokumentu i ewentualnie propozycji korzystniejszych zapisów. Przed wizytą u eksperta powinieneś zatem sam się zastanowić nad treścią dokumentu, który podpiszesz u notariusza.

---

Rzetelne źródło informacji inwestycyjnych
www.hyip-inwestycje.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Kontrakty terminowe, czyli nie taki diabeł straszny jak go malują

Kontrakty terminowe, czyli nie taki diabeł straszny jak go malują

Autorem artykułu jest Tobiasz Maliński



"Duży stres przeżywało 8251 inwestorów w pierwszych dziesięciu miesiącach 2007 r. na rynku kontraktów terminowych na indeks WIG20. Wszyscy ponieśli w tym okresie stratę. Zarobkiem mogło pochwalić się tylko 4484 (35%) graczy wynika z danych, które na ostatniej konferencji CEE Derivatives Forum ujawnił przedstawiciel Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych." Czy tak musi być dalej?
Początkujący spekulant zazwyczaj stawia pierwsze kroki na rynku kasowym. Nie ma zbyt dużej wiedzy o pochodnych instrumentach finansowych i rynkach, na których takimi instrumentami się obraca. Bardzo często wychodzi się z założenia, że derywaty są wysoce ryzykowne, a bez odpowiednich umiejętności można stracić fortunę. Czy to prawda?

Niestety zachowanie spekulantów potwierdza regułę, że każdy wygrać może, ale i tak musi przegrać. Jest to zarazem tytuł artykułu, który pojawił się w lutowym numerze Forbesa. Autor stwierdził, że "dźwignia finansowa wbudowana w kontrakty terminowe kusi inwestorów, którzy marzą o szybkim bogactwie. Najnowsze dane dowodzą jednak, że większość z nich traci pieniądze". Szkoda, że takie mity znajdują niezłą pożywkę wśród wystraszonego tłumu.

Liczby mówią za siebie, to prawda, ale nie można generalizować. To, że większość spekulantów traci nie jest spowodowane niewidocznym fatum, które działa tak, aby zawsze wyjść "na swoje". Takie komentarze przypominają mi trochę zasadę mówiącą, że kasyno zawsze wygrywa choćby gracz starał się ze wszystkich sił. To nie kasyno wygrywa lub rynek, to chciwość i brak cierpliwości odnoszą zwycięstwa nad człowiekiem. Spekulanci tracący czas i pieniądze na rynkach terminowych nie potrafią przeciwstawić się pokusom, które rodzą się w ich głowach, dlatego będą tracić. Forbes napisał również, że "inwestor instytucjonalny nie zmienia zdania z dnia na dzień..., nie może sobie pozwolić, aby emocje wpływały na jego decyzje. Za plecami ma sztab ludzi, którzy nadzorują i rozliczają jego działalność". Jest to główny powód powodzeń instytucji w obrocie kontraktami terminowymi. Każda decyzja jest rozważana ze wszystkich możliwych stron zanim zostanie podjęta. Innymi słowy - czynnik ryzyka powodowanego przez emocje zostaje maksymalnie zminimalizowany przez szereg organów nadzoru.

Czy pojedynczy spekulant ma, zatem szanse z instytucjami? Ma i to całkiem spore. Musi jednak włożyć więcej wysiłku w pracę nad kontrolowaniem swoich emocji i pokus. Muszę przyznać, że opanowanie emocji targających człowiekiem podczas zachodzących zmian na rynkach jest dość trudne jednak nie niemożliwe. Wystarczy, żeby każdy wypracował sobie zestaw własnych zasad inwestycyjnych i ich się trzymał. Łatwo się mówi prawda? Przestrzeganie ustalonych zasad na początku jest trudne....bardzo trudne. Jednak z czasem stosowanie się do nich staje się coraz łatwiejsze. Nigdy nie jest tak, że wchodzi się na rynek lub wychodzi z niego ze 100% pewnością siebie. To jest tylko rynek i zawsze trzeba mieć ten fakt na uwadze. Poniżej prezentuję zestaw zasad, który powinien pomóc nowicjuszom w wypracowaniu własnych bądź zastosowaniu poniższych:

1. Nigdy nie dopuszczaj do wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego (Margin Call).
2. Ustal jaki będzie termin Twoich inwestycji - czy będziesz daytraderem, swingtraderem czy może będziesz spekulował w dłuższych terminach. Bezwzględnie trzymaj się swojego wyboru.
3. Wypracuj własne metody wejścia i wyjścia z rynku.
4. Określ na początku przygody z kontraktami terminowymi wielkość zajmowanej pozycji w odniesieniu do wielkości posiadanego kapitału.
5. Graj z trendem, pozwól zyskom rosnąć i tnij jak najszybciej straty, jeśli uznasz, że rynek "skręca" trwale tam gdzie nie powinien.

Jeśli przed pierwszą inwestycją spiszesz na kartce zasady pamiętaj, aby bezwzględnie się ich trzymać. Najlepiej zawieś je w widocznym miejscu, abyś mógł w chwilach słabości podbudować się na duchu. Nawet najlepsi gracze odczuwają czasami brak zaufania do swoich własnych zasad, więc i Ty go będziesz odczuwać, tym bardziej na początku. Pamiętaj, aby kontrolować chciwość i strach w momentach zmian trendów. Nie jest problemem zarabiać podczas trwania wzrostów lub spadków. Największe emocje dochodzą do głosu podczas odwracania się trendów. Wtedy należy najbardziej trzymać swoje emocje na wodzy, bo inaczej pociągną Cię na dno. Na rynku terminowym de facto nie istnieje pojęcie wyjścia z rynku, bo można przebywać na nim cały czas i zarabiać. Tutaj mówi się o zajęciu pozycji przeciwnej w odpowiednim momencie, którego wyczucie jest czasami nie lada wyzwaniem.

Bardzo ważnym aspektem spekulacji jest odpoczynek. Powinieneś robić sobie przerwy szczególnie po udanych "misjach". Zbyt często spekulanci po zarobieniu bardzo dużych sum są rozochoceni swoimi zwycięstwami i stają się tym samym zbyt pewnymi siebie. Nadmierna wiara we własne umiejętności powoduje, że wcześniej zarobione pieniądze "idą z dymem". Tak jak Twoja kondycja fizyczna nigdy nie będzie jednakowo dobra, tak samo Twoja kondycja spekulacyjna ulega zmianom i musisz je uwzględnić.

Bardzo ubolewam nad istnieniem stereotypów w myśl, których ludzie uważają, że można zarabiać na rynku terminowym, ale tylko nieliczna grupa "wtajemniczonych" to potrafi. Nic bardziej błędnego. Każdy może zarabiać na kontraktach terminowych, jeśli tylko zapanuje nad samym sobą i zapozna się z analizą techniczną. Tutaj nie potrzeba nadzwyczajnych umiejętności. Wystarczy przeciętna inteligencja i chęć do rozwoju.
---

Zastanów się co możesz zrobić dziś, aby mieć lepsze jutro www.hyip-inwestycje.com


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl